Powtórka z rozrywki
Cykl: Codzienność, O dzieciach, Ot życie, Przemyślenia autor: madziutek opublikowano: 02-02-2012
Minęło parę lat. Nic się nie zmieniło. Generalnie stoimy w punkcie wyjścia. Historia zazwyczaj lubi się powtarzać, w tym przypadku jednak stanęła w jednym punkcie i nijak nie chce iść do przodu. Ot czasem tak w życiu bywa. Pozostaje się z tym pogodzić. Jednak nie zawsze można. I kiedy myślę sobie o tym, to szlag mnie jasny trafia i k…cisną się na język a jednak nie wiele mogę zrobić poza byciem obserwatorem. Oczywiście są chwile zmuszające do reakcji, co ówże czynię, jednak od buntowania jestem daleka.
„Dawca” ograniczył swoje wizyty do jednej na miesiąc, po czym zniknął na kolejne pół roku bez słowa. Pojawił się ponownie jak gdyby nigdy nic z propozycją zabrania Starszej na 3 dni do siebie. Ot długi weekend akurat się pojawił na horyzoncie. Dziecko ze swoją dziecięcą naiwnością przyjęło wszystkie bezsensowne tłumaczenia po czym spakowało plecak i pojechało. Obgryzając paznokcie ze zdenerwowania długo nie musiałam czekać na telefon. Zaledwie 30h później otrzymałam pretensjonalnego smsa że nie raczyłam poinformować ojczulka że dziecko jest chore.
Do jasnowidza mi daleko, ale pomijając kochany tatuś przywiózł dziecko za 10 pierwsza w nocy, przestraszone, bez owijania w ładne słowa – rzygające dalej niż widziało, z potwornym bólem brzucha, z obniżoną temperaturą ciała ze słowami na ustach, że nie miał jak jechać na pogotowie bo nie ma ubezpieczenia. Tłumaczenie z dupy. Ale szczęśliwa byłam, że jestem obok i mogę kontrolować sytuację, która zakończyła się tak, że godzinę później ten „zły” w jego mniemaniu tatuś był z dzieckiem na pogotowiu, nie patrząc na nic. Na ubezpieczenie, na koszta, na czas… tylko mając na uwadze zdrowie dziecka. Okazało się, że bez szpitala się nie obędzie. 3 dni i po sprawie. Powrót do domu. Ogólna radość. I brak zainteresowania z Jego strony. Minął miesiąc. Miesiąc w którym to naiwne dziecko sobie uświadomiło, że nie tak to wszystko powinno być. Miesiąc w którym bez mojego udziału się zbuntowało i powiedziało dość. A ja w tym czasie dojrzałam na tyle, żeby usiąść i twarzą w twarz porozmawiać z własnym dzieckiem. Szczerze, że je nie wiem kiedy i czy w ogóle wyrażę zgodę na weekendy… Na co moje dziecko z rozbrajającą szczerością popatrzyło się na mnie i powiedziało:
-Rozumiem mamuś. Ja nie czułam się tam bezpiecznie.













